Cała firma w telefonie – Biologika sukcesji cz.7.

*WAŻNE*
Jeżeli jesteś nowym subskrybentem naszej strony, sugerujemy aby Twoja podróż edukacyjna z SUKCESJĄ wystartowała od pierwszej publikacji. KLIKNIJ TUTAJ, aby przejść do pierwszego artykułu.

Możesz również przesłuchać cały artykuł poniżej lub kliknij pobierz plik audio (czas słuchania 9:33), aby zapisać sobie to audio.

 

Cała firma w telefonie

Zanim przejdziemy do przykładów dużych podmiotów, w celu weryfikacji rządzących tam paradygmatów sukcesyjnych, zatrzymajmy się jeszcze na „moment” w obszarze przedsiębiorstw, które generują 24%  zatrudnienia w naszym kraju i 19% PKB. Stawka jest wysoka.

Dotykamy bardzo ciekawego wątku, jakim jest „firma komórka”. Złośliwi mówią nawet „firma jednokomórkowa”, czyli organizm niby żywy, ale jednak bardzo prosty. Powiedzmy sobie to szczerze, głośno i wyraźnie: większość polskich firm to te mieszczące się w telefonie komórkowym. Przykład kliniczny takiego przedsiębiorstwa wygląda mniej więcej tak: jest jeden boss decydujący o wszystkim. Samiec alfa, który podejmuje każdą decyzję, obojętnie czy będzie to zakup papieru toaletowego czy rozmowy z dostawcami najnowocześniejszej technologii i unikatowych maszyn w skali kraju. Boss jest panem życia i śmierci nie tylko wszystkich w firmie, ale także rodziny, żony i dzieci. Ten model może być idealnym przepisem na katastrofę firmy. Kiedy bowiem tego człowieka zabraknie, nawet na krótką chwilę, wszystko może lec w gruzach. Choroba, niezdolność do pracy, wypadek – boss może zniknąć z życia firmy z różnych powodów. Może na tydzień, może na miesiąc, może na dłużej. Organizm, jakim jest firma, może wówczas przestać działać prawidłowo. 

Co robią klienci tego człowieka, kiedy przez tydzień nie odbiera on telefonu? Przez miesiąc? Pozostają lojalni? Cierpliwie czekają, aż wreszcie oddzwoni? Nie. Otóż mogą szukać innych rozwiązań i po prostu uciec do innych, lepiej poukładanych firm. A już na pewno do takich, z właścicielami których można się bez problemu skontaktować.

Zajrzyjmy do wnętrza takiej firmy, w której jedynym i absolutnym rządzącym w każdej sprawie i dziedzinie jest szef. Pewnie każdy
z nas zna takie przedsiębiorstwo – średnie albo nawet całkiem duże – gdzie każdego dnia przed gabinetem szefa ustawia się długa kolejka. Każdy z tam oczekujących ma „ważną” sprawę, która wymaga decyzji na najwyższym szczeblu. Jeden właśnie przyszedł, żeby zameldować, że skończył się papier w drukarce i potrzebuje błogosławieństwa na zakup nowej ryzy. Drugi przyszedł, by skonsultować szerokość kraty na koszulach roboczych, a jeszcze inny czeka na decyzję w sprawie zakupu najnowocześniejszej linii produkcyjnej, która może pchnąć losy firmy ku świetlanej przyszłości. Naczelny technolog musi się spieszyć, bo już depcze mu po piętach pani Kasia z kuchni, trzeba bowiem zdecydować, jaki rodzaj wody mineralnej zamówić i czy pomidorowa w zakładowej stołówce ma być z ryżem czy makaronem. Uff, dzień jak co dzień, bardzo pracowity, po kokardę wypełniony zadaniami o bardzo różnym ciężarze gatunkowym. Ale wszystkie te sprawy łączy jedno – one są równie ważne! To znaczy – tak się wydaje szefowi. Twierdzi on, że nic nie powinno się tam odbyć bez jego wiedzy i zgody. Nie mogę tutaj powstrzymać się od pewnego komentarza, chociaż wiem, że ugodzi on w EGO bossa i może drasnąć poczucie jego własnej wartości lub jego brak: SZEF CHCE ZAJMOWAĆ SIĘ TYMI WSZYSTKIMI SPRAWAMI, PONIEWAŻ WTEDY WYDAJE MU SIĘ, ŻE JEST WAŻNY. Im więcej spraw na jego głowie, tym jego ważność wzrasta. W jego mniemaniu oczywiście.

Przytoczone przykłady, nawet jeśli są nieco przerysowane, wyraźnie pokazują, że usługa sukcesyjna nie może polegać wyłącznie na doradztwie prawnym. Wyłącznie na doradztwie finansowym. Wyłącznie na doradztwie notarialnym. Wyłącznie na doradztwie strategicznym. Jak widać, dobre doradztwo sukcesyjne polega również na uświadomieniu szefowi wielu aspektów zarządzania
i biznesowej organizacji. Ten wysiłek edukacyjny względem szefa trzeba koniecznie podjąć. Bardzo prawdopodobne, że nie będzie to jednorazowa akcja, ale działanie w stylu „kropla drąży skałę”. Nie trzeba być przecież saperem, żeby wiedzieć, że czasami nie od razu udaje się rozkruszyć betonowy bunkier. Ale próbować trzeba, bo taki moment jest pewnie jednym z ostatnich, kiedy przedsiębiorca powinien się ocknąć. I nie chcemy jeszcze użyć tu grubego kalibru pod nazwą „przeżyć przebudzenie” i wyobrażać sobie, co może się wydarzyć firmie, pracownikom i jego rodzinie w razie sytuacji losowej. Kryzysowej.

Niestety, przygniatająca większość firm znajdujących się w telefonie komórkowym szefa może nie nadawać się do SUKCESJI. One bowiem oparte są wyłącznie na indywidualnych przymiotach przedsiębiorcy. Takich ludzi pod względem biznesowym porównalibyśmy do artystów rzeźbiarzy. Oni nie mogą przekazać następcom prawnym biznesu polegającego na umiejętności posługiwania się dłutem i młotkiem. Spadkobiercy nie będą tworzyć dzieł sztuki. Firmy, o których mówimy, są relatywnie nisko wyceniane przez Fundusze Private Equity. Są po prostu nazbyt zależne od jednej osoby lub, co gorsza, od osobowości tej jednej osoby. Zatem nie każda firma znajdująca się w komórce nadaje się do SUKCESJI, przejęcia przez kolejne pokolenie i nadal dobrego funkcjonowania. Nie zmienia to jednak faktu, że należy bardzo pilnie, a nawet już teraz, myśleć, jak zabezpieczyć byt rodzinie.
I tutaj najwyższy czas, aby nawiązać do wspomnianej we wcześniejszych publikacjach matematyki. Otóż, skoro blisko 90% przedsiębiorstw nie przetrwa do kontynuacji w drugim pokoleniu, może należy przygotować firmę do sprzedaży? (W sumie to niezły pomysł na zabezpieczenie Strefy Seniora, której poświęcimy niebawem dużo czasu). Uwaga! Dotyczy to około 1.6 mln podmiotów. Mówiąc językiem księgowym: „inaczej” prowadzi się firmę do sprzedaży, a inaczej do kontynuacji. Nasuwa się zatem pytanie: co, kiedy, komu i jak można sprzedać? Kto w procesie sprzedaży musi być zgodny w kwestii decyzji o sprzedaży? I tutaj ZONK! Otóż, jeśli założycielem firmy był mężczyzna lat 80 lub 90, w statusie ustawowej wspólności majątkowej małżeńskiej (jak to zakładaliśmy na początku cyklu o biologice sukcesji), to już nie jest takie oczywiste, czy biznes (mniejszy lub większy) jest mój, czy jednak „NASZ”. W związku z tym, czy decyzja o sprzedaniu firmy,
i to jeszcze z zyskiem, ma prawo się ziścić? Według moich doświadczeń jest to niemalże MISSION IMPOSSIBLE. Dlaczego? Ponieważ jeśli przedsiębiorstwo jest nadal prowadzone w formie osoby fizycznej (JDG), a skład rodzinnych Interesariuszy z roku na rok się powiększa, można domniemywać, iż pomysłów na dalsze losy firmy będzie więcej niż dwa. Trzy. Cztery… może pięć. 

I tutaj zahaczamy o wycenę wartości przedsiębiorstwa według przyjętych metod dochodowej, majątkowej, mieszanej, porównawczej. Ile jest warte przedsiębiorstwo? Otóż w tym miejscu często pojawia się tak zwany wątek wyceny sentymentalnej. On, notabene, nie interesuje zbytnio nabywców. Z doświadczenia mogę powiedzieć, iż istnieją znaczące różnice pomiędzy oczekiwaniami wobec ceny. Inną chciałby właściciel (dodam – taki, który jeszcze żyje), inną spadkobiercy, a jeszcze inną zapłacić chcieliby nabywcy. Podkreślę, że różnice te często są WIELOKROTNE. Nie piszę
o różnicy 20%, tylko 50-100% oczekiwań. Może czas zacząć myśleć o realnej wartości przedsiębiorstwa? Zatrudnić ekspertów? Zlecić audyt? Due diligence?

Rozwiązaniem może i raczej powinno być, przekształcenie przedsiębiorstwa do formy prawnej. Ta bowiem może dać szansę na sprawne przekazanie (poprzez udziały w spółce lub akcje) lub sprzedanie przedsiębiorstwa inwestorowi branżowemu, w tym nawet największemu konkurentowi. Dobrze byłoby, gdyby ów konkurent był lepiej poukładaną sukcesyjnie polską firmą rodzinną. Wtedy kapitał można przez kolejne dekady nazywać RODZIMYM, czyli
w grze słów – prawie RODZINNYM.

Dlaczego piszę o sukcesji?

Jest to część szeroko zakrojonego projektu społecznego pod nazwą Sukcesje.PL

Jeśli artykuł Ci się spodobał, proszę UDOSTĘPNIJ. Zapraszam do SUBSKRYBCJI  na stronie www.sukcesje.pl

Dzięki temu otrzymasz cykl  artykułów na temat sukcesji w Polsce. Może skorzystasz z naszej usługi jako przedsiębiorca? A może zainteresuje Cię praca w tej nowej dziedzinie? Jeśli tak, to gwarantuję, że morze i ocean nowego zawodu otworzą przed Tobą ogromne możliwości.

Wyrażam podziękowanie moim mistrzom, od których czerpię inspiracje, moim klientom i partnerom biznesowym, którzy tak wiele mnie nauczyli i zachęcili do odwagi przelewania swoich doświadczeń na papier. Dzięki temu czynię to z ochotą, przez co możemy wspólnie zmieniać wiedzę w mądrość.  Wiedza bowiem dotyczy przeszłości, a mądrość przyszłości. To w procesach sukcesyjnych ma gigantyczne znaczenie.

Dziękuję, że czytasz lub słuchasz.
Paweł Piotr Nowak

Print Friendly, PDF & Email

Dane kontaktowe

Karowa Office Sukcesje.pl
al. T. Rejtana 20/IIIP.
35-315 Rzeszów

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Przydatne linki

Subskrypcja

Zasubskrybuj stronę Sukcesja.pl, aby być na bieżąco ze wszystkimi aktualnościami, informacjami o zbliżających się webinarach, wydarzeniach i wiele więcej! Wpisz swój email poniżej.